EN | PL

Pola | Rasa | Pamiętnik | Osiągnięcia | Galeria | Linki | Kontakt | Szczenięta | Księga Gości

Z pamiętnika kursantki

15 września 2006 roku - dzisiaj byłam na pierwszych zajęciach w “Prestorze” przygotowujących do egzaminu Pies towarzysz. Jest super - 7 nowych kumpli i kumpelek. Są labki, wyżeł, goldenka, hovek, bokser i fajny gość haszczak. Siedzimy w kręgu, chodzimy na smyczy, zostajemy, warujemy potem zabawa!!!!

Październik 2006 - Pani trener mnie bardzo chwali i daje za przykład. Spotykamy się co prawda 2 razy w tygodniu, ale oprócz zabawy przed i po zajęciach same nudy. Bokser artysta wisi na smyczy i robi co chce, labka-czekoladka ucieka, wyżeł się zawiesza, a ja leżę i leżę i leżę i czekam, aż towarzystwo zacznie pracować jak należy. Listopad- coraz nas mniej, ze starej ekipy zostały 3 psy. A zajęcia bardzo pracowite. Siad z marszu, waruj z marszu i ćwiczymy do perfekcji stare elementy.
Oj schody... Wiesiek ma marsa na czole, o co chodzi?? Jak rzucasz, to ja nóżki sobie łamię, żeby przynieść aport jak najszybciej... Źle? Po co czekać? Jeszcze ktoś mi zabierze!
Gaba ćwiczy ze mną w domu i na łące prawidłowy aport- przez cały tydzień, ten śmieszny koziołek trzeba trzymać w pysku w środku, delikatnie zbieram go z kolan Gaby. No i muszę zaczekać, siedząc przy nodze, na słowo "aport" oj trudno, trudno...A potem grzecznie usiąść przed panią i wymienić aport na smaczek. Każdy element aportu ćwiczymy pojedynczo, powoli , dokładnie inaczej nie będzie klik i coś dobrego do pyszczka.
Już umiem i robię to najlepiej z całej ekipy, wewnętrzny egzamin- dostaję 192 punkty, tak jak haszczak . Pani Aneta jest bardzo surowa w ocenie.

2.12.2006 rok – jadę z Wieśkiem do Będzina. Spotykam około 30 psów różnych ras, ocenia nas międzynarodowy sędzia prób pracy p. M. Szczepański. Idę na rzeź ze znajomą briardką Ivy w pierwszej parze. Tracę 4 punkty. Poczekamy, jak inni dadzą sobie radę.

Pan sędzia ogłasza wyniki - 1 miejsce ocena doskonała BŁYSZCZĄCA W SŁOŃCU Niesforne. I powiedział jeszcze wszystkim, że genialnie aportuję!!!!! Dostaję złoty medal, puchar, buzi od Wieśka i gratulacje od znajomych i nieznajomych. A w domu Gaba czeka na mnie ze smakołykami. Fajny dzień.

Kwiecień 2007 roku - jedziemy do Bielska - Landeku zobaczyć jak wygląda konkurs tropowców.
Ojej same posokowce, ogary i gończe. Fajnie sie zaczyna, grają na trąbitach i jest odprawa.
Na początek próby strzału, później odłożenie. Stoimy z boku jakieś 50 m. Potem coraz bliżej i bliżej. Pan mnie zostawia i odchodzi, a ja siedzę i siedzę. No i z czego oni się cieszą? Strzały mnie nie interesują.
Ale adrenalina, nawet chłopak - ogar na mnie szczeka, o co biega? Jedziemy do lasu przyjrzeć się, jak psiaki poradzą sobie na ścieżkach tropowych. Udało mi się przejść po “używanej” ścieżce. Nos przy ziemi, długi otok,. Niezła zabawa.

Maj 2007- jeździmy pod Żywiec do pana Edka na ścieżki tropowe. Pięknie tam.

Sierpień 2007 - jestem na kursie retrieverów w Biskupinie. Po raz pierwszy trzymam w pysku prawdziwe kaczki i turzyce. Uczymy się prawidłowo aportować z lądu i z wody, chodzę po włóczce, potem marking. Cztery wspaniałe dni w pracy, zabawie z kumplami, no i w wodzie.

27.Pazdziernik 2007 - Wczesny ranek, ciemno, wyjeżdżamy na regionalny konkurs tropowców do Chrzelic. Wpadamy po Alę i jedziemy dalej. Im bliżej miejsca zawodów, tym więcej zwierzyny, sarny, daniele, lisy, zające i dziki przebiegają przed samochodem. Jest leśniczówka, na parkingu moi kumple gończe polskie, ale widzę tez goldka, labradory i tollerka.
Odprawa bardzo uroczysta, grają na rogach, sędziowie przedstawiają się i omawiają konkurs.
Moj pan wylosował ścieżkę nr 5. Startujemy w 17 psów. Pani i Ala trzymają kciuki. Bardzo się denerwuję, już bym chciała iść na ścieżkę, ale muszę czekać w kolejce. Odłożenie: jestem grzeczna, Pan pozostawia mnie luzem i odchodzi, po 5 min, sędzia strzela, i jeszcze raz, ja ani drgnę, Wiesiek wraca po mnie, b. sie cieszymy, maksymalna ilość punktów.
Wreszcie moja kolej na tropienie, zaczyna sie dziwnie, początek ścieżki nie jest zaznaczony złomem kierunkowym, szukamy-jest farba, można iść. Na ścieżce świeże ślady saren. Dochodzę do dzika, zachowuję się jak przystało na dobrego psa myśliwskiego, mener - Wiesiek zadowolony, sędzia też.
Wracamy na miejsce zbiórki, pora odpocząć, coś zjeść, bawimy się ze znajomymi gończakami i czekamy na wyniki.

Uroczyste zakończenie konkursu. Sędzia główny pan Andrzej Jakubowski podaje wyniki. Jestem 9/17 z 76p/100p i dyplomem III stopnia kończę swój pierwszy konkurs. I tak stałam sie suka użytkową.

Listopad 2007- Od czasu do czasu bawimy sie w aport kaczki i zająca, ale tylko z lądu, stawy zamarznięte, idzie zima.
Wiesiek przywołuje mnie gwizdkiem, jestem już do tego przyzwyczajona. Mamy nowy gwizdek plastikowy firmy ACME 212, ma ostrzejszy dźwięk, jest lepszy niż stary metalowy.
Przede mną nauka siadania w odległości na gwizdek, potem poruszanie się do tyłu, w lewo , prawo.
Muszę się skupić, czasami jeszcze mi się to myli, ale Gaba mówi, że jest coraz lepiej.